KARCZMA | 26
<< | ^ | >>




Magiczny Miecz

Na dokładkę proponuje Wam opowiadanie z mojego ulubionego uniwersum czyli Warhammera pod tytułem "Magiczny miecz", autorstwa Johnego. A może Wy piszecie opowiadania i chcielibyście żeby jedno z nich znalazło się w następnej Karczmie pod Głupim Smokiem? Jeżeli tak to piszcie do mnie Thorig.

  Kolejny wilgotny dzień - mruknął sam do siebie Hans szczelniej , opatulając się przemoczonym płaszczem. Kolejne dwadzieścia cztery godziny właściwie niczym się nie różniły od wielu poprzednich. Bez względu na porę dnia i tak panował półmrok , gdyż gruby kożuch chmur pokrywał niebo niczym całun. Dzięki temu zasłona z mgły i deszczu ukrywała przed światem wielodniową wędrówkę Hansa przez bezdroża Jałowej Krainy. Przez ostatni tydzień młody arystokrata wielokrotnie zastanawiał się co skłoniło go do opuszczenia rodzinnego domu. Teraz doskonale zdawał sobie sprawę z tego że powodem była żądza przygód.

Armia Chaosu.

Ale było coś jeszcze - legenda o magicznym "mieczu zagłady" którego moc była niemal legendarna. "Gdy go posiądę, zdobędę sławę i ojciec nie będzie już się wahał czy uczynić mnie dziedzicem swego majątku" - tak zwykł mawiać przyjaciołom. Teraz jednak nie był już tak pewny siebie. Miał wprawdzie miecz i tarczę. Odziany był w kolczugę a głowę ochraniał hełmem. Ale wiele ze stworów mroku nie da się powstrzymać zwykłą bronią. Pomimo narastających wątpliwości nadal podążał naprzód , nie pozwalając aby koń zboczył z ledwo widocznej ścieżki wiodącej przez tę bezkresną jałową równinę. Hans powoli zaczął tracić poczucie mijającego czasu. Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatni raz porządnie się wyspał , na myśl o jedzeniu odczuwał nieprzyjemny skurcz w żołądku a o wysuszeniu mokrego od kilku dni ubrania nie mogło być mowy. Koń był skrajnie wyczerpany i tylko kilka godzin jazdy dzieliło go od śmierci kiedy zaświtało dla jeźdźca i jego wierzchowca światełko nadziei - przebijając wzrokiem zasłonę deszczu Hans ujrzał starożytne kurhany piętrzące się ku niewidocznemu wciąż niebu niczym skorupy gigantycznych żółwi. Zaczęli kluczyć pomiędzy nimi szukając bezpiecznego schronienia przed deszczem. Jeden z grobowców wydawał się być idealnym miejscem na odpoczynek - wielki kamień broniący wstępu obcym był rozłupany na dwoje, ukazując pogrążony w ciemności korytarz. Usiadłszy u jego wylotu i upewniwszy się , że nic mu tu nie grozi Hans zabrał się do wykręcania przemoczonego ubrania i rozpalił ognisko. Nawet koń , przyzwyczajony do życia na swobodzie dołączył do swego pana. Suche drewno było w tej wiecznie wilgotnej krainie czymś abstrakcyjnym, ale na szczęście Hans miał ze sobą kilka wiązek drewna w jukach , owiniętych w nawoskowane płótno. Dlatego te drewniane szczapy były jedynymi suchymi rzeczami w jego posiadaniu. Gorejący żar ogniska rozgrzewał ciało Hansa a ciężkie zatęchłe powietrze wewnątrz kurhanu szybko wyciągnęło z jego ubrania i wyposażenia każdą kroplę wody. Gdy tylko ubrał się i założył zbroję, zabrał się do sprawdzania zapasów. Obroku wystarczy na trzy dni , żywność jest na wyczerpaniu. Chyba przyjdzie mi zdechnąć w tym przeklętym miejscu - mruknął. Wyciągnął z worka cały obrok i wyłożył koniowi. "Masz - chociaż ty najesz się do syta." Mijały godziny. Płomień ogniska metodycznie kurczył się i wkrótce w jaskini ponownie zapanował półmrok. A deszcz padał bez przerwy. Hans ocknął się z nerwowej drzemki mając niemal namacalne przeczucie czyjejś obecności. Wstał, wyjął miecz z pochwy , wziął tarczę i odwrócił się w stronę wejścia czekając aż dwie zakutane w grube płaszcze postacie podejdą na odległość wyciągniętego ostrza. Obcy nie spiesząc się weszli do jaskini i zdjęli kaptury z głów, obnażając swoje wydłużone szczurze głowy. Jeden ze szczuroludzi zapiszczał coś w swoim języku po czym obaj wyciągnęli krótkie , zębate miecze. Hans kiedy był młodszy wiele się nasłuchał opowieści swojego ojca o przeróżnych chaotycznych stworach. Te krępe , porośnięte szarym futrem istoty o szczurzych głowach i długich, nagich ogonach były na pewno skavenami. Te ohydne hybrydy ludzi i szczurów żyły ponoć pod ludzkimi osiedlami by ze swych tuneli i kanałów toczyć miasta zarazą i zepsuciem. Były to jednak tylko bajki. Teraz te dwa idące ku niemu potwory budziły w nim obrzydzenie i strach. Opanował się jednak i z głośnym okrzykiem bojowym rzucił się do walki. Wiedział bowiem że jego pobyt tutaj nie jest już tajemnicą. Na skavena po prawej natarł tarczą i bez trudu powalił go na ziemię, jednocześnie krzyżując miecz z jego pobratymcem. Sztychem dobił leżącego szczuroczłeka, ale zbyt późno odwrócił się do drugiego przeciwnika i ostrze wroga sięgnęło jego ramienia. Hans miał szczęście , miecz ześlizgnął się po kolczudze , ale przeciął rzemienie mocujące tarczę na jego lewej ręce. Jeden przeciwnik nie był już zagrożeniem dla tak doświadczonego szermierza i po kilku wypadach szczuroczłek runął na ziemię z rozciętym gardłem. Hans wytarł swój zakrwawiony miecz w futro jednego z trupów i zaczął zastanawiać się co dalej. Jak wynikało z posiadanej przez niego , wykradzionej z Wielkiego Archiwum Marienburskiego mapy , tu w okolicy miał właśnie spoczywać ostatni właściciel miecza zagłady. Jednak obecność skavenów wskazywała że pewnie splądrowali już te kurhany. "Skoro już tu jestem , to będę szukał dalej , bo inaczej cały ten trud poszedłby na marne i jeszcze ośmieszyłbym się przed rodziną" - powiedział do jedynej przyjaznej istoty w promieniu kilkuset mil - konia...
   ... Pogoda zaczynała się poprawiać. Szalejąca tak gwałtownie ulewa rzedła i wkrótce z nieba kapała tylko lekka mżawka a w nieprzeniknionej dotąd zasłonie chmur pojawiły się niewielkie szpary, przez które niczym monstrualne kolumny prześwitywały promienie światła zwiastujące poranek. Później opadła mgła i pokryła wszystko zasłoną tajemniczości. Pod jej osłoną Hans wyszedł z jaskini ciągnąc konia za uzdę i zaczął szukać w okolicy kurhanu, który miałby być miejscem ostatniego spoczynku jakiegoś wielkiego wojownika. Zwycięstwo nad skavenami przywróciło mu pewność siebie. Poszukiwania trwały dość długo gdyż kurhanów były tutaj setki ale koło południa wreszcie znalazł ten właściwy. Deszcz przestał padać a mgła zniknęła równie szybko , jak się pojawiła. Hans zatrzymał się przed rozłupanym na kilka części kamieniem zagradzającym wejście do tego najstarszego , jak mu się wydawało grobowca.

Za to mi płacą.

Na połamanej kamiennej tablicy przytwierdzonej kiedyś do ściany udało mu się odczytać ledwo widoczny napis: "Kto do miejsca tego wejdzie, człowieczeństwa się wyzbędzie. Ten kto leży tu przez lata, już stracony jest dla świata. Kto w przeklęte miejsce wstąpi, zrobi chociaż jeden krok, tego duszę wnet ogarnie najstraszliwsze zło i mrok". "Jasne" - pomyślał. " Pewnie chcieli odstraszyć hieny cmentarne, ale ja się nie boję". Hans przywiązał konia do kikuta spalonego drzewa. Poprawił pancerz i pas z mieczem po czym zapaliwszy pochodnię wsunął się w ciemną czeluść wejścia. Jej światło ledwie było w stanie objąć dużą komorę grzebalną wewnątrz wzgórza.
Była ona pusta - całkowicie opróżniona z całego wyposażenia, zabrano nawet ciężki kamienny sarkofag po którym zostały jedynie ślady na podłodze.
"Przeklęte hieny cmentarne" - mruknął Hans i począł szukać śladu grabieżców. Jedynym ciekawym znaleziskiem, był tunel wielkości człowieka wiodący gdzieś głębiej pod powierzchnię ziemi a którego w takich grobowcach nigdy nie było. Powoli ruszył dół niezdarnie wykutymi w skalnym podłożu schodami. Kilkadziesiąt metrów niżej tunel zamienił się w zawiłą plątaninę sztolni. Gdzieniegdzie z sufitu leniwie kapała woda a panującą ciszę przerywał jedynie odgłos jego kroków. Nic nie zwiastowało czyhającego niebezpieczeństwa, choć Hans dawno już się zgubił i sądził że prawdopodobnie więcej już nie ujrzy światła dziennego. Pochodnia zaczynała się już wypalać i tylko malutki płomyczek rozświetlał mroczne korytarze.
Z zamyślenia wyrwał Hansa odgłos tupoczących stóp i piski. Skaveni zamykali wokół niego z rozmysłem, atakując go w wąskim korytarzu z obu stron naraz. Hans przeczuwał już że zbliża się jego koniec, ale przed śmiercią chciał chociaż zabić jak najwięcej tego futrzastego plugastwa. Korytarz w którym się znajdował był na tyle wąski że naraz mogli go atakować tylko dwaj przeciwnicy. Wkrótce całe pole walki wypełniło się trupami szczuroludzi , zapachem krwi i spalonego futra. Hans już dawno przestał myśleć o czymkolwiek. Jego ciosy były szybkie i śmiertelne. Mieczem przebijał gardła a pochodnią rozbijał czaszki. Dookoła niego walały się wszędzie martwe skaveny ale on też tracił siły , krew wypływała z jego licznych ran. Ostatnią rzeczą która zapamiętał było silne uderzenie w głowę. Czy to już koniec ? - pomyślał. To pytanie zabrał ze sobą w ciemność która go pochłonęła...
  ...Pulsujący ból w skroniach uświadomił Hansowi że wciąż jeszcze żyje. Dlaczego skaveni nie rozszarpali go na strzępy po tym jak zabił piętnastu ich pobratymców nie rozumiał , ale instynktownie obawiał się że mogą mu chcieć zgotować los o wiele straszniejszy niż śmierć. Powolne tortury przeciągające się niemal w nieskończoność, przybicie nagiego gwoździami do skały, czy przemiana w obłąkaną i żądną krwi bestię to tylko niektóre sposoby jakie stosowali szczuroludzie by upodlić swych wrogów. Hans był osłabiony ale zmobilizował resztkę sił i zaczął powoli oceniać swoją sytuację. Nie leżał już w korytarzu w którym go napadnięto. Czuł że siedzi na gładkiej , kamiennej posadzce i jest oparty o ścianę. Ciągle miał na sobie pouszkadzaną przez ciosy wroga kolczugę , na głowie miał czepiec kolczy ale brakowało hełmu który najwyraźniej uratował mu życie. W prawej ręce trzymał miecz a do lewej włożono mu tarczę którą przecież porzucił bo została zniszczona. Czuł że jest cały pokryty krwią ( wolał nie myśleć czyją ) a ręce miał

Stare grobowce nigdy nie wróżą nic dobrego.

przykute do ściany na długich łańcuchach. W powietrzu czuć było zapach stęchlizny i rozkładu. Jedynymi słyszanymi przez niego dźwiękami były odgłosy kapiącej gdzieś niedaleko wody. Po kilku minutach Hans odważył się powoli otworzyć oczy. Okazało się że znalazł się w okrągłej sali z wysokim sklepieniem. Środek komnaty zajmował kamienny postument. Pod ścianami wszędzie z wyjątkiem drzwi w wejściowych zbudowanych ze starego, niemal skamieniałego na oko drewna siedzieli przykuci tak jak on martwi rycerze z których pozostały już tylko rozpadające się szkielety i pancerze. Na stojącym na środku sali postumencie leżał martwy pewnie wojownik odziany w zielonego koloru pełną zbroję płytową , obok niego leżała tarcza i miecz w takim samym kolorze. Na podłodze obok stał kamienny sześcian w który wbity był inny miecz. Nie wyglądał imponująco ani nie był bogato inkrustowany , ale bijąca od niego niemal namacalna aura mocy świadczyła o tym że to jest właśnie "miecz zagłady". Hans zastanawiał się czym to miejsce może być dla skavenów i doszedł do wniosku , że może to być jakiegoś rodzaju świątynia. Upewniwszy się , że jest tu jedyną żywą istotą , rozerwał mieczem ogniwa łańcuchów i podpierając się o ścianę wstał. Powoli , powłócząc nogami ruszył ku podestowi. Przeszedł kilka kroków i nagle zamarł z przerażenia. Na jego oczach leżący na postumencie wojownik wstał i strząsnął z siebie kurz i pajęczyny. Teraz Hans bez trudu rozpoznał z kim ma do czynienia. Stał przed nim jeden z legendarnych rycerzy chaosu. Z tego co ludzie mówili, byli to ludzie którzy dobrowolnie oddawali swe życie mrocznym bogom i atakowali zaciekle Imperium i cały Stary Świat. W tych istotach zanikało wszelkie człowieczeństwo gdyż pragnęli jedynie orgii rzezi i zniszczenia. Teraz oto jeden z nich powstał z martwych a jego zbroja była pokryta błyszczącymi zgniło-zielonym światłem runami. " Przeklęte szczury " - zza opuszczonej przyłbicy hełmu rycerza wydobył się cichy , ochrypły głos. " Czego się nie tkną to spieprzą i potem wszystko muszę robić sam. Witaj w moim królestwie śmiertelniku , przybyłeś tu aby zabić potwora ?"- zapytał podnosząc z ziemi tarczę i miecz. Przyszedłem po miecz zagłady - powiedział Hans , ale jego słowa nie zabrzmiały tak stanowczo jak chciał. " Słowa godne podziwu , ale głupie zważywszy na twoje położenie. Czas zakończyć twoją nędzną egzystencję". Te słowa zabrzmiały dla Hansa jak wyrok. Stracił dużo krwi , a poza tym rycerz chaosu był lepiej opancerzony. Jedyną nadzieją na przeżycie było szybkie zwycięstwo. Niestety nie miał na to najmniejszej szansy. Przeciwnik mimo tak ciężkiej zbroi płytowej z nieludzką gracją parował jego ciosy. Te zaś , które go dosięgły , odbijały się od pancerza jak groch od ściany. Im dłużej trwała walka , tym bardziej szala zwycięstwa przechylała się na stronę rycerza ciemności...
  ...w pewnym momencie wróg podniósł przyłbicę hełmu i pokazał swoją twarz - nagą czaszkę z patrzącymi przed siebie pustymi oczodołami . Więc był szkieletem ! Ten przerażający widok sprawił , że Hans zawahał się przed zadaniem kolejnego ciosu. Przeciwnik wykorzystał to i naparł na niego tarczą. Hans popchnięty , stracił równowagę i przewrócił się , wypuszczając z ręki broń. Próbował się podnieść , ale zamarł w bezruchu , gdy ostrze ożywieńca zatrzymało się tuz przy jego gardle. Hans zamknął oczy i czekał na śmiertelny cios ale ten nie nastąpił. Zamiast tego rycerz stał nad nim z wyciągniętym mieczem i najwyraźniej nad czymś się zastanawiał. Po chwili rzekł: "Ci którzy przebywają tu ze mną" - drugą ręką wskazał na przykute do ścian szczątki , "przybyli tutaj , aby mnie zniszczyć i zabrać miecz ale zabiłem ja i moi słudzy. Teraz siedzą tu złożeni w ofierze Nuglowi i rozkładają się ku jego chwale. Mieszkam tu od niepamiętnych czasów , nawet po śmierci mój pan pozwolił mi walczyć dla niego. Ale ty nie przyszedłeś tu tylko po miecz zagłady , prawda Hansie von Weilenberg ?" Skąd... skąd znasz moje imię ? - to jedyne co zdołał z siebie wykrztusić. "Wiedziałem że tu przybędziesz , bo objawił mi to mój pan. Posłuchaj mnie uważnie. Możesz zginąć i dołączyć do innych ofiar. Ale masz inne wyjście. Przyłącz się do mnie a otrzymasz wszystko , czego zapragniesz. Wiem , że marzysz o sławie i bogactwie i przygodach. Mój pan da ci moc , byś był niepokonanym wojownikiem i walczył ku jego chwale. I będziesz mógł wrócić do swego niegodziwego ojca i odebrać wszystko co ci się prawnie należy. Czy się zgadzasz ?" Hans nie zastanawiał się długo nad wypowiedzeniem tego jednego słowa , które miało zmienić całe jego dalsze życie. dobry adwokat do rozwodu

Autor: Johny, twórca strony o
Warhammer Fantasy Role Play